Przyjaciele i uczniowie wspominają…

wspomina
Beata Wąsowska

 

Był prawdziwym Mistrzem. Sam pracował tak intensywnie, że nigdy nie mogliśmy go doścignąć. Był surowy, nie akceptował fuszerki, i równocześnie pozwalał na odpowiedzialną samodzielność. Najlepsi mogli pracować w domu. Zawiedziony dawał się we znaki jak nikt inny. Nie zawsze miał rację, zawsze oceniał uczciwie. Zawsze było wiadomo czego oczekuje, nie sprostać tym oczekiwaniom oznaczało za mało przykładać się do pracy.

Umiał traktować studentów indywidualnie – widział z jakiego miejsca zaczynają i oceniał mając to na uwadze. Dostrzegał najdrobniejsze postępy, podprowadzał zagubionych, gnębił tych, o których sądził, że mogą znacznie więcej.

Aby pokonać poprzeczkę, którą ustawił wysoko, trzeba się było bardzo starać. Kiedy to się udawało czekała nagroda. Uskrzydlenie.
Pochwała Dudy to było coś. To nie było zwykłe „ładnie”, „bardzo dobrze”. Nie szafował pochwałami, choć nie skąpił komplementów, więc trzeba było umieć odróżniać jedne od drugich.foto.Zbigniew Sawicz

Dyskretnie śledził samodzielną twórczość swoich byłych uczniów. Gdy potrzebowali jego rady służył nią. Jedyne czego żądał w zamian to, żeby kochać malarstwo tak bardzo jak on i pracować, pracować, pracować. Tak bardzo jak on.

Oczekiwał od ludzi wiele, chyba zbyt wiele, nie zawsze mogli sprostać tym oczekiwaniom. Wtedy obrażał się. To bolało. Wydaje mi się, że porażki przyjaciół traktował bardzo osobiście, jak własne, a ponieważ chciał zwyciężać sam cierpiał chyba jeszcze bardziej.

Oddzielał lojalność towarzyską od artystycznej. Jednych wyróżniał darząc ich przyjaźnią innych doceniając twórczość. Rozdzielał te dwie rzeczy i sympatia nie mogła sprzyjać słabym pracom. To przysparzało mu wrogów, bo przyjaciele zwykle liczą na protekcję. Nie protegował. Albo byłeś dobry, albo nie. W sprawach artystycznych nie uznawał żadnych kompromisów. To największy “grzech” Dudy.

 


Wystawa “Duda-Gracz i uczniowie“, Muzeum Śląskie w Katowicach, 2001
Foto. Zbigniew Sawicz

wspomina
Wiesław Ochman

 

Na pogrzebie, który zgromadził nieprzebrane tłumy, prof. Andrzej Bochenek, który 12 lat temu “reperował” mu serce, powiedział mi: “Kiedyś siedzieliśmy z Jurkiem i poprosiłem go, żeby mi narysował jamnika. Wiesz od czego zaczął rysować tego jamnika? Od rzęs nad okiem”. Przed laty w pracowni byłem świadkiem kończenia obrazu. Był to portret atrakcyjnej dziewczyny. Wydawała mi się nieco zdeformowana w jakimś dziwnym skrócie. Wychodziliśmy do teatru i Jurek powiedział: “Usiądź, ja tylko dokończę portret”. Patrzyłem zafascynowany. Kilkoma zdecydowanymi pociągnięciami pędzla “ustawił” pod dziewczyną wiklinowy fotel. Skrót znikł, powstał atrakcyjny portret siedzącej dziewczyny.

Jego decyzje malarskie były niepodważalne. Był jednak bardzo krytyczny wobec siebie. Pozowałem mu do portretu. Przygotował ogromne płótno. Siedziałem spokojnie, a on w ciągu pół godziny wymodelował głowę. Była znakomita pod względem malarskim, niezwykle oryginalna kolorystycznie. Byłem zachwycony. Jurek spojrzał ma obraz i rzekł: “Nic z tego nie będzie. Zobacz, gdzie zrobiłem głowę. Jakbym szedł dalej, to nogi musiałbym namalować na podłodze”. Z trudem powstrzymałem go, aby nie zlikwidował tej świetnie namalowanej głowy. Odstawił płótno w kąt i teraz dopiero zobaczyłem, co znaczy pasja malarska i talent. Jurek postawił na sztaludze płytę, spojrzał na mnie i zabrał się do roboty. Nie mówił nic przez dwie godziny i namalował naprawdę wyjątkowy portret. Patrzę na niego pisząc te słowa i odkrywam wciąż nowe, piękne elementy. (…)

Wiesław Ochman

źródło: Nieuleczalna choroba – PolskaPrzegląd Polski 19 listopada 2004


wspomina
Krystyna Doktorowicz

 

Jerzy był Malarzem. To nie był Jego zawód ani nawet powołanie, to było całe Jego istnienie. W liście, który Jerzy napisał do mnie z pleneru, w dniu Jego ostatnim, donosił mi o radości malowania: To malowanie z daleka od wszystkiego, to już moja jedyna i chyba ostatnia radość. Był osobny, jak mawiał o swojej twórczości. Zmagał się z materią sztuki i materią życia nieraz tak boleśnie, że najbliżsi przyjaciele cierpieli razem z Nim. Był osobny ale nie samotny, jak piszą niektórzy krytycy. Rzadko który malarz był tak blisko swojej publiczności. Malował nasze człowiecze ułomności, nieskazitelność natury i tajemnicę ostateczności. Wszyscy jesteśmy postaciami z Jego obrazów. (…)

Jerzy był w pełni świadom swojego talentu i wartości swojej sztuki. Nigdy o tym nie mówił, ale to było oczywiste. Był też wybitnym znawcą historii sztuki i dzieł swoich poprzedników. To Jerzy nauczył mnie zuchwałości w ocenie i odczuwaniu sztuki. Był człowiekiem niezwykłej odwagi.

źródło: Wspominając Jerzego Dudę-Gracz , “Gazeta Uniwersytecka”, Uniwersytet Śląski w Katowicach


wspomina
Ewa Satalecka

 

Nad moim biurkiem wisi portret Anioła – anonimowego chłopa w beretce. To trochę oddaje charakter Mistrza – anonimowego darczyńcy wspomagającego staruszki w aptecznych kolejkach, pospolitych pijaczków i całą grupę absolwentów swojej pracowni drobnymi “cudami”, które czynił‚ niezauważalnie, nie oczekując podziękowań.

Odkąd pamiętam nie znosił‚ swojego ciała. Nie podobało mu się wcale. Denerwowało go wszytko: zbyt szczupłe ręce i nogi, z czasem coraz większy brzuch, karnacja skóry, rysy twarzy, w tym nos szczególnie. I drwił‚ z tych niedoskonałości przy każdej nadarzającej się okazji. Do tradycji plenerowych należały bale przebierańców – z czasów studenckich zachowałam zdjęcie, na którym Duda w białych obcisłych kalesonach, podkoszulku opiętym na wypchanym poduszką brzuchu, w czepku pływackim, z pomalowana na biało twarzą i czerwonymi ustami, z których sączy się strużka krwi wciela się w obrzydliwego wampira. Pamiętam inne przebrania – odrażające fizycznie kokoty w potarganych pończochach – niejednoznaczne, bulwersujące postaci. Był jednym z niewielu ludzi jakich znam, potrafiącym kpić ze swojego ciała i uprzedzając żarty innych, samemu ostro wyśmiewać wady swej urody.

Mówiąc o sobie i ludziach, wśród których żył był bardzo odważny. Nie kłamał. Przeganiał upiory.


źródło: Katalog wystawy poplenerowej – BWA Sieradz 2005 – “Z Biegiem Warty – Kamion 2004. V Ogólnopolski Plener Malarstwa Figuratywnego”.


wspomina
Antoni Kowalski

 

Wspomnienie o prof. Jerzym Dudzie Graczu jest zawsze trudne, żal ściska mi gardło. W ostatnich latach nie mieliśmy zbyt częstych kontaktów ale profesor był mi osobą zawsze bliską, tak bogatą jako człowiek i artysta, że nie mam słów aby mu podziękować. W tym autentycznym zakłopotaniu muszę skorzystać ze ściągi, listu profesora, który otrzymałem jako student IV roku Akademii sztuk Pięknych w Katowicach, gdzie profesor wówczas wykładał. Jest w nim tyle życzliwości, troski i serdeczności jak od ojca, przyjaciela, artysty i człowieka jednocześnie, pociesza mnie i pomaga zrozumieć wiele trudnych spraw oraz sam zwierza się ze swoich doświadczeń. Nie spotkałem po Nim takiego profesora, który byłby tak blisko swoich uczniów i tak się o nich troszczył. Teraz po latach staram się nieudolnie naśladować wzór pedagoga i przyjaciela ale wiem, że profesorowi Jerzemu Dudzie Graczowi nigdy nie dorównam.

PS. List profesora nie jest datowany, ale pieczątka na kopercie nosi datę 10.07.1981 i był wysłany w Katowicach.

 

 


źródło: Katalog wystawy poplenerowej – BWA Sieradz 2005 – “Z Biegiem Warty – Kamion 2004. V Ogólnopolski Plener Malarstwa Figuratywnego”.


wspomina
Ireneusz Botor

 

Było to jesienią 1977 lub wiosną 1978r. W przerwie między zajęciami z malarstwa a rysunkiem wieczornym, wyszedłem coś zjeść na miasto. Na skraju placu Andrzeja, naprzeciw wejścia do dworca spotkałem Dudę Gracza. Jako student lekko zakłopotany niespodziewaną sytuacją powiedziałem, że idę na obiad, bo jestem głodny. Było to obok stromych wejściowych schodków do sklepu spożywczego w narożnym domu przy ulicy Andrzeja 10. Wyciągnął banknot i zaproponował abym coś kupił i został pogadać. Razem kupiliśmy kilogram parówek i jakieś bułki. Oddałem resztę i poszliśmy do jego pracowni przy ulicy Jordana. Dzielił ją wówczas z Maciejem Bieniaszem, którego obrazy zauważyłem. Na jednej ze ścian wisiała kolekcja metalowych Chrystusów bez krzyży, co przypomniało mi „prowincjonalne” obrazy.

Potem posilając się grzanymi parówkami zagryzanymi bułką dyskutowaliśmy o sztuce.

 


źródło: Katalog wystawy poplenerowej – BWA Sieradz 2005 – “Z Biegiem Warty – Kamion 2004. V Ogólnopolski Plener Malarstwa Figuratywnego”.


wspomina
Sonia Pryszcz-Botor

 

Rok 1979.
Konsultacje na ASP w pracowniach przy ul. Dąbrówki. Ja – onieśmielona absolwentka liceum plastycznego, na podłodze rozłożone moje rysunki, obrazy oparte o ścianę … niepewność tego co usłyszę. Oni – profesorowie, jeden, drugi, trzeci, czwarty. Nie zaczynają korekty, na coś czekają.
I nagle… tak… sam Duda Gracz. Zaczęli omawiać prace. Niech mi wybaczą szanowni profesorowie ale z tego pierwszego spotkania pamiętam tylko rozmowę z Dudą Graczem.
Był jednym z nich ale czuło się, że jest osobno.
Mówił inaczej, bezpośrednio i prosto, odwoływał się do swoich doświadczeń, wierzyłam mu. A kiedy oświadczył, że tak samo jak ja i on w liceum plastycznym miał czwórkę z malarstwa i nawet u tej samej pani, niebo otwarło się przede mną.
On, bardzo znany malarz, dzielił się ze mną, nawet wtedy nie studentką, wspólnymi wspomnieniami. To było dla mnie jak otwarcie wrót do wolności.
Na dworze słońce, wróble w kałużach, wiosna 1979.

 

 


źródło: Katalog wystawy poplenerowej – BWA Sieradz 2005 – “Z Biegiem Warty – Kamion 2004. V Ogólnopolski Plener Malarstwa Figuratywnego”.


wspomina
Włodzimiera Kolk

 

O INTUICJI OJCOWSKIEJ:
Mając świadomość, że na plenerze w Łagowie spotkam Jurka – cieszyłam się! Ale również bałam się jaskrawości światła emanującego od gwiazd…W najniższej kondygnacji hotelu – w narożniku wielkiej jadalni stałam sama, gdy w drzwiach, u boku Joli Zdrzalik pojawiła się nieznana mi dotąd postać, która wziąła azymut prosto na mnie! “To ty jesteś TA?! Dzida?!!” – zapytał prowokująco. Potrząsnęłam głową na “tak” i dodałam natychmiast “Dzida jestem! Ale – BOJOWA Dzida!”. Jurek skądinąd przy mnie potężne chłopisko – przechylił głowę jak potulny, wielkanocny baranek. Uśmiechnął się, rozpostarł wielkie ręce i objął mnie tak, jak obejmuje ojciec własne dziecko! NIE BÓJ SIĘ ! – powiedział niewiarygodnie spokojnie…
JUŻ SIĘ MNIE NIE BÓJ BOJOWA DZIDO!

 

O CZASIE POZORNIE ROZTRWONIONYM:
Nieczęsto artyści mają czas na głębokie analizy cudzych prac. A Jurek w tym względzie odmiennym był! Nie tylko interesował się, ale również potrafił całkowicie wyjść ze swego, malarskiego świata, by wtargnąć w myślenie i postrzeganie innych. Widziałam jak w skupieniu i ciszy przeglądał gruby plik reprodukcji moich obrazów…Nie odzywał się, nie zauważał mej obecności. Widać, że takie poznawanie człowieka urzekało go. Później, gdy spotykaliśmy się w pracowni Jurek potrafił dokładnie powiedzieć CO BĘDZIE następnym krokiem w moim obrazie! Fascynujące! To nie była intuicja! To była WIEDZA o drugim człowieku!

 

O PRZYPADKOWOŚCI W MALARSTWIE:
Często mówił o przemijaniu. Miał świadomość, że tylko bardzo profesjonalne poczynania w malarstwie pozostawiają po nas trwały ślad. I cóż to miało znaczyć? Kompozycja, kolor, wyobraźnia przestrzenna w RYZACH INTELEKTU! Jurek przy swej tolerancji na różne języki wypowiedzi organicznie nie znosił taniego efekciarstwa i przypadkowości w obrazach. Nie nazywał tego sztuką, lecz… padały tu inwektywy. I słusznie!

Sukcesy – to nie manna z nieba! Talent zmiksowany z pracowitością i ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ ! – Jego zawiodły na szczyt popularności i chwały. SZCZYT ? Gdy wspinał się na swoją Golgotę – napisał do mnie piękny list: O UPADANIU POD CIĘŻAREM… zwrócona ku morzu, w oknie mojej pracowni, poczułam słodkawy zapach bladojaśminowej śmierci….

 


źródło: Katalog wystawy poplenerowej – BWA Sieradz 2005 – “Z Biegiem Warty – Kamion 2004. V Ogólnopolski Plener Malarstwa Figuratywnego”.


wspomina
Marta Fox

 

Mówił: – Musisz być permanentnie niespełniona, pierdolnięta, motylkowata, oszalała, wtedy będziesz pisać i żyć. Inaczej wyschniesz jesiennie w domowych kapciach.
Namaluję twój portret – obiecywał – ale poczekam aż trochę przytyjesz i staniesz się bardziej apetyczna.
Złościł się: – Jak ty możesz uwielbiać moje obrazy i tego pacykarza Miró?
– Nie bój się, nie umrę ci tak szybko – pocieszał mnie.
Kłamał.
Tak samo okrutnie jak mój ojciec.


wspomina
Renata Bonczar

 

Jerzy wiedział gdzie są rozpadliny, szczeliny, bagna, ale i stabilny grunt.
Wiele przeżył na różnych „wyspach” w Polsce. Samotne ucieczki pozwoliły mu „kąpać się” w mętnej wodzie i czystej źródlanej, aby posiąść wiedzę prostaków i intelekt elit, i w końcu móc o tym wszystkim opowiedzieć pędzlem.
* * *
On sam był syntezą życia.

 

 


źródło: Katalog wystawy poplenerowej – BWA Sieradz 2005 – “Z Biegiem Warty – Kamion 2004. V Ogólnopolski Plener Malarstwa Figuratywnego”.


wspomina
Hanna Solway

 

Kiedy już idiotyzmy lansowane w mediach jako „sztuka” sięgnęły zenitu, pamiętam wypowiedź prawdziwego malarza, którego autorytetu nie można było pominąć, a był nim Jerzy Duda-Gracz. Powiedział, że nie jest winą kretynki rodzącej laleczkę Barbie, że jest kretynką rodzącą laleczkę Barbie, lecz jest winą krytyków, że tę kretynkę wpuścili w obszar sztuki.

 


źródło: Katalog wystawy poplenerowej – BWA Sieradz 2005 – “Z Biegiem Warty – Kamion 2004. V Ogólnopolski Plener Malarstwa Figuratywnego”.


wspomina
Piotr Butkiewicz

 

Bałem się spotkania z Nim.
Poprzedzał Go obraz z mediów – obraz wojownika.
Bałem się, że się ujawnię z moimi negatywnymi ocenami wciągania do malarstwa literatury, polityki czy anegdoty.
Bałem się, że jak poznam człowieka trudno mi będzie zachować obiektywizm w tych ocenach.
Moje obawy się potwierdziły.
Nic się nie stało.
Chciałem być drugi raz na plenerze z Nim.
Gdybym miał stworzyć mój obraz Jego osoby używając trzech słów byłoby to smakowanie, upodobanie, ciężar (bez spójnika).


źródło: Katalog wystawy poplenerowej – BWA Sieradz 2005 – “Z Biegiem Warty – Kamion 2004. V Ogólnopolski Plener Malarstwa Figuratywnego”.


wspomina
Marian Danielewicz

 

Czy my Jurku, z naszymi dolegliwościami, możemy sobie pozwolić na te swawole? – wymownym spojrzeniem oplotłem stojącą na stole butelkę francuskiego szampana.
Kochany – przecież to po prostu winogrona, a na serce (to powie ci każdy konował) – sam miód.
Hm… uspokojony z ufnością sięgnąłem po mój kieliszek z czystą, przekonany o nieszkodliwym wpływie na zdrowie, zwykłych ziemniaków… to było jeszcze we wrześniu 2004 roku… był to toast… za życie.
Niestety! Odszedł od nas twórca „polskiego krzywego zwierciadła”, w którym przeglądać się będą pokolenia Polaków. Na pewno zbyt mało czasu upłynęło, by postać wybitnego artysty, wspaniałego kolegi, ujrzeć w należnych mu proporcjach. Dlatego pozwolę sobie tylko na wyrażenie żalu, że tak hojnie obdarzonej przez los talentem, erudycją, poczuciem humoru postaci nie będzie już wśród nas.
Nam, na pociechę pozostaje fakt, że Jerzy nadal będzie żył w swoich obrazach, we wspomnieniach i sercach przyjaciół.

 


źródło: Katalog wystawy poplenerowej – BWA Sieradz 2005 – “Z Biegiem Warty – Kamion 2004. V Ogólnopolski Plener Malarstwa Figuratywnego”.


wspomina
Beata Maria Jurkowska

 

– Zdarzyło się to na jednym z plenerów w Szczyrku. Kończył się wieczór, zaczynała noc. Zbierałam się do snu. Wtem ciche stukanie do drzwi. Kto?… Jerzy z naszą koleżanką z pleneru. Zapytał z łobuzerską iskrą w oku, czy mogą sobie pooglądać telewizję (telewizor był w każdym pokoju). To był podstęp. Jurek prowokował, namawiał żebym nie była taka grzeczna, kulturalna i żebym ich wyprosiła z pokoju. Pomyślałam: nic z tego. Włączyłam telewizor; przez dwie godziny, do drugiej w nocy oglądaliśmy pokaz przemarszu orkiestr wojskowych przez krakowski rynek.
Cierpieliśmy w trójkę, walczyliśmy ze snem, a oni szli i szli…
Dziś Jerzy – prześmiewca, powiedziałby: „…ależ po co tyle subiekcji”.

 

 


źródło: Katalog wystawy poplenerowej – BWA Sieradz 2005 – “Z Biegiem Warty – Kamion 2004. V Ogólnopolski Plener Malarstwa Figuratywnego”.


wspomina
Andrzej Kacperek

 

Jurek lubi książki o polskich malarzach. Kiedyś, na plenerze, przy okazji konsumpcji różnych wyciągów z roślin, które uprawiane są masowo na polach, pochwalił się nowym nabytkiem. Były to listy Wojciecha Kossaka. Szczególnie ujął go jeden z nich. Był to list Kossaka do żony. Malarzowi przyśniła się otóż ślubna z uniesionymi do góry nogami, pytał więc w liście żonę: „co by to znaczyć mogło?”. Jurek opowiadając o tym zamyślił się i z uśmiechem zapatrzył w sufit. Niestety, nie wiadomo jaka była odpowiedź żony Kossaka. Co gorsza, nie zdążyliśmy ustalić także z Jurkiem, jaka ta odpowiedź mogłaby być, gdyż wpadło do jadalni kilka osób, jakby z pola. Bardzo oczytani byli, a jednak nikt nie miał sennika i temat zszedł na dalszy plan. Szukałem „nóg” w senniku po powrocie z pleneru. Znalazłem. Noga: spuchnięta – strata i szkoda; cała i zdrowa – radość i szczęście; cienka i chora – zdrada ze strony przyjaciół, strata; złamać nogi – powściągaj swe namiętności; wielka niezgrabna – wyuzdane życie; myć je – choroba; upaść na nogi – stosunek z nieuczciwym człowiekiem; krzywe – mieć szczęście; drewniane – oszukają cię. Żona zaś to: radość, a z dzieckiem na ręku – kłopoty. W sumie więc nieźle, jeśli żona plus noga cała zdrowa równa się radość i to podwójna. Inne kombinacje zostawiam sobie na później. I tylko szkoda, że tą wiedzą nie mogę się już z Jurkiem podzielić.

 


źródło: Katalog wystawy poplenerowej – BWA Sieradz 2005 – “Z Biegiem Warty – Kamion 2004. V Ogólnopolski Plener Malarstwa Figuratywnego”.


wspomina
Ewa Kwaśniewska – Fojcik

 

„Sztuka nie lubi być zdradzana”…
Zapewne nie byłam jedyną, którą ostrzegał aby „nie zakończyła swojej kariery artystycznej w kapciach gotując obiadki rodzinne i robiąc przepierki męskich gaci”
(Jurek D.G. – Katowice 24.08.83)

 

źródło: Katalogu wystawy poplenerowej – BWA Sieradz 2005 – “Z Biegiem Warty – Kamion 2004. V Ogólnopolski Plener Malarstwa Figuratywnego”.


wspomina
Przemysław Lasak

 

Żegnając się ze mną w Kamionie mówiłeś, że więcej się tu nie spotkamy.
Nie rozumiałem…
A Ty znowu miałeś rację.

 

źródło:


źródło: Katalog wystawy poplenerowej – BWA Sieradz 2005 – “Z Biegiem Warty – Kamion 2004. V Ogólnopolski Plener Malarstwa Figuratywnego”.


wspomina
Daniel Pielucha

 

Na ostatnim plenerze w Kamionie Jurek niechętnie opuszczał ośrodek. Ucieszył się jednak, kiedy ostatniego wieczoru kolacja miała się odbyć przy ognisku.
Gdy schodziliśmy w dół, ku rzece, powiedział: „ Jeszcze sobie zobaczę Wartę”.
Później, gdy wszyscy tłoczyliśmy się wokół żarzącego się paleniska, On podszedł do brzegu rzeki. Widziałem, jak stał tam długo zadumany, w wilgotnym mroku zimnego wieczoru.
Powiadał, że „OBRAZ MÓWI MOCNIEJ NIŻ SŁOWA” – miał rację!

 

 


źródło: Katalog wystawy poplenerowej – BWA Sieradz 2005 – “Z Biegiem Warty – Kamion 2004. V Ogólnopolski Plener Malarstwa Figuratywnego”.


wspomina
Alina Sibera

 

Była wiosna 1996 roku. Plener w Brzegach k/ Bukowiny Tatrzańskiej u zaprzyjaźnionych Gizeli i Janka Kubarków. Postanowiliśmy całą grupą odwiedzić w Zakopanem Władysława Hasiora. Trochę zasiedzieliśmy się przy jego słynnej góralskiej herbatce, słuchając pięknych opowieści Władysława.
Środek nocy. Jurek z entuzjazmem ogłosił, że wracamy do Brzegów dorożkami. Zdziwieni górale zgodzili się, choć droga była daleka i trochę chłodno, ot fantazja artystów. Noc była pogodna, niebo usłane gwiazdami, a my we wspaniałych nastrojach.
Kiedy po jakimś czasie dostałam kartkę od Jurka, tak oto wspominał ową przejażdżkę:
„… Mimo to, nocne powroty dorożkami zapadły mi głęboko w pamięć i serce, jako romantyczne, piękne i czyste szaleństwo, na które tylko nas (a, tak!) było stać, w racjonalnych, a nie finansowych kategoriach oczywiście. …Chciałem żeby te konie nigdy nie trafiły do Brzegów, ale kląskały kopytami po jakimś gwiaździstym asfalcie, aż do pyzatego księżyca, gdzie uwalony wśród kraterów, półleżał by Janek, Gizela rozwiązywała swoje krzyżówki, a Pipiś pieprzył coś o ostrzu zbójnickiego noża…”

 


źródło: Katalog wystawy poplenerowej – BWA Sieradz 2005 – “Z Biegiem Warty – Kamion 2004. V Ogólnopolski Plener Malarstwa Figuratywnego”.


wspomina
Joanna Sierko – Filipowska

 

Siedzimy wszyscy przy stole. Jerzyk jak zawsze na swoim miejscu. Palcami obu rąk kreśli na obrusie swe esy-floresy i nuci coś pod nosem. Czekamy na drugie danie. Obok Jerzyka leży dobrze nam znany kajecik z okładką zarysowaną drobnymi ornamencikami. Wjeżdżają kotlety, kapusta, ziemniaki. Jerzyk otwiera zeszyt i zaczyna liczyć. Robi to z dużym zaangażowaniem. Podlicza kalorie i z czystym sumieniem bierze się do dzieła. Widzę radość w jego niebieskich oczach.

 


źródło: Katalog wystawy poplenerowej – BWA Sieradz 2005 – “Z Biegiem Warty – Kamion 2004. V Ogólnopolski Plener Malarstwa Figuratywnego”.


wspomina
Jan Wołek

 

Jerzego poznałem dwa razy. To się zdarza wśród ludzi, którzy mają po dwa światy. Ja – nadużywający poznałem Jurka nadużywającego przez świętej pamięci Kazia Grześkowiaka (nadużywającego), z którym obaj się kolegowaliśmy. Razem mieliśmy sześć światów. Po jednym pijanym i jednym trzeźwym. W tym nadużywającym się odnaleźliśmy, by powtórnie się zgubić, gdy przetrzeźwieliśmy. Na jakieś bez mała dwadzieścia lat. Straconych (dla nas), co ustaliliśmy po złożeniu sobie później deklaracji przyjaźni. Ale to było z pięć lat temu, jak odzyskaliśmy utracone mienie w postaci przekonania, że do siebie pasujemy.
Cholera! – tym boleśniej mi Go brak, że straciłem coś doniosłego nim zdążyłem się tym nacieszyć, nasycić. A było o czym gadać, bo długo się nie widzieliśmy. Mieliśmy się konstytuować w obronie przed ogarniającą nas falą głupawki, wystawiać, edukować, dyskutować. Słowem połączyć nasze gwałtowne i temperamentne natury i ruszyć na wojnę. Jak sądzę obu nas to podnosiło, napełniało optymizmem i dumą. Na pewno mnie.
Po plenerze w Kamionie Jurek odwiedził mnie w Kazimierzu, gdzie przyjechał na dwa dni ze swoim fan-clubem, czyli jak to mówił „bachorami”. Przegadaliśmy wiele godzin o tym, jak to weźmiemy tych wszystkich dupków za twarz… Umówiwszy się na plener w Szczyrku, rozjechaliśmy się na inne plenery. Jurek ze swojego nie wrócił. W domu znalazłem list od Niego, w którym z ta niespotykaną już galanteria w formie i treści dziękował mi za czas, który poświęciłem „Jego bachorom”. Ostatnie zdanie listu brzmiało:
„Cieszę się na plener w Szczyrku i dziękuję Ci za to, że jesteś i że się spotkaliśmy w życiu.”

I ja Ci strasznie dziękuję Jurek. Na wojnę pójdę sam, niosąc w sercu straszny kamień, że tak mi było do Ciebie blisko, a tak kurwa mać strasznie krótko!


źródło: Katalog wystawy poplenerowej – BWA Sieradz 2005 – “Z Biegiem Warty – Kamion 2004. V Ogólnopolski Plener Malarstwa Figuratywnego”.