Damian Kopeć – wyróżnienie

Powrót

 


Damian Kopeć
godło: maruda
Wyróżnienie

 

 

 

Tęczowy Konkurs Literacki II edycja

Dobrze, że o ekologii mówi się dziś tak wiele. Źle, że więcej się mówi niż robi. Źle, że sporo działań wygląda na pozorne. Jest w tym jakaś zaskakująca, nieomal zabobonna wiara w sprawczą moc słowa, a może tylko wiara w to, że słowa mogą skutecznie zastąpić czyny. Politykom i działaczom często wydaje się, że z wielkich słów można zbudować równie wielkie, nowoczesne państwo i jego dobrobyt. Przynajmniej na kilka najbliższych lat.

Powszechnie nawołuje się do zachowań proekologicznych: nie używaj samochodu, korzystaj z komunikacji miejskiej; segreguj śmieci; nie używaj foliowych toreb jednorazowych; nie śmieć, szanuj zieleń. Hasła są oczywiście słuszne, ale żeby osiągnąć coś naprawdę trwałego trzeba nie tyle namawiać co stwarzać warunki do realizacji. Jak korzystać z komunikacji miejskiej kiedy jest ona w rozsypce, kiedy w godzinach szczytu nie można wsiąść do zapchanego po brzegi autobusu? Z jednej strony mamy tu ładne ogólne hasło, z drugiej mniej elegancką konkretną rzeczywistość. Niektórzy takie właśnie radosne zachęty mogą potraktować jak wyrafinowaną kpinę. Przesiądź się do pojazdów których nie ma! Proponuję ekspertom i głosicielom tego typu zawołań skorzystanie z komunikacji miejskiej, z pociągów, pokazanie na własnym przykładzie jakie to wszystko jest proste. Proponuję przesiąść się włodarzom miast z limuzyn do brudnych, starych, zatłoczonych autobusów. Proponuję stać na przystanku bez pewności, że wsiądzie się do nadjeżdżającego, często opóźnionego pojazdu. Ich wiarygodność znacznie wzrośnie, a budżety miast zaoszczędzą całkiem spore pieniądze.

Wielkie hasła, zatroskane miny, opowieści o trudach gospodarowania, uśmiechy do kamery nie wystarczają. Mamy może jeździć rowerami po ścieżkach, których nie ma lub chodzić do pracy piechotą skromne dwadzieścia kilka kilometrów? Problem w tym, że oddychając zanieczyszczamy powietrze dwutlenkiem węgla, im większy wysiłek tym więcej tego związku. Najbardziej ekologiczni są zatem ci, co nic nie robią, tylko leżą, jedzą posiłki bez gotowania (energia, ech ta cenna energia), nie myją się (oszczędzaj wodę!) i szybko umierają (choć śmierć nie jest znowu aż tak ekologiczna, a na cmentarzach stale brakuje miejsc).
Innym przejawem walki o naszą drogą Ziemię, głównie jednak werbalnej i medialnej, jest dokonujący się ostatnio pogrom torebek foliowych, tzw. jednorazówek. A przecież problem leży nie tyle w samych woreczkach co w ich recyklingu, w zbieraniu i przetwarzaniu. Woreczki gdzieniegdzie poległy już w słusznej walce o lepsze jutro. I skutecznie odwróciły uwagę od innych, wydaje mi się, że większych problemów: plastikowych kubeczków, butelek PET, kartoników po sokach, mleku i napojach. Może dla niektórych ekologiczna butelka PET zdobiąca lasy i łąki nie jest aż takim znaczącym problemem jak reklamówka. Przecież ktoś niósł w niej zdrową wodę mineralną czy pożywny napój bez konserwantów. Kubeczki po smacznych jogurtach, kefirach, śmietanie, serkach – może one naturalnie komponują się ze środowiskiem człowieka, nie szkodzą mu tak bardzo jak te nieszczęsne torebki? A może walka z dużymi producentami, wpływowymi koncernami nie jest tak łatwa jak z małymi, szerzej nieznanymi firmami?

Prześladuje mnie myśl, że wszystko kończy się nie na poważnych, zasadniczych zmianach, ale na działaniach na pokaz, pod publiczkę. Nie jest ważne czy coś jest sensowne, nie są ważne działania mniej spektakularne, ale przynoszące długofalowe korzyści. Liczy się poklask, tu i teraz. Jest taki przepis o obowiązku zbierania zużytych baterii w każdym punkcie ich sprzedaży. Przepis tyle piękny, co nierealny. Gdzie bowiem są te tony zebranych baterii? Gdzie te wszechobecne pojemniki? Przepis jest i w razie czego można kogoś spektakularnie ukarać za jego omijanie. Co jednak nie znaczy, że to cokolwiek w powszechnej praktyce zmieni.

Można wymagać od obywateli konkretnych zachowań. Można tworzyć słuszne przepisy. Trzeba jednak dawać ludziom szansę na zmianę zachowań, promować to co dobre, myśleć w perspektywie dłuższej niż jedna kadencja, dwa czy trzy lata. Trzeba wspomagać tych, co chcą coś robić i namawiać tych, którym zwyczajnie się nie chce. I czynić to nie poprzez coraz większą liczbę haseł co konkrety: pojemniki, zbiórkę surowców wtórnych, zbiórkę starego sprzętu AGD poprzez odebranie go sprzed budynku. Koszty nie są aż tak ogromne, a ludzie, wbrew pozorom, chętnie skorzystają z ułatwień. Dopiero wtedy, gdy stworzy się możliwości, a ktoś z nich nie korzysta możemy karać. Karać za lenistwo, za brak chęci. W przeciwnym wypadku ukaramy jednych za nieróbstwo drugich.

Pozorowanie działań, mówienie i tylko mówienie nie sprawią, że nasza Ziemia przetrwa i będzie nam przyjazna. Chyba, że elity rządzące posiadły jakieś magiczne moce znane nam dotąd z opowieści o Harrym Potterze i wykrzykując “abrakadabra, niech się stanie!” cudownie, natychmiastowo zmienią ten świat na lepszy.


>> RSS 2.0 feed. >> Both comments and pings are currently closed.

AddThis Social Bookmark Button

Comments are closed.