Brudne kapitały społeczne i onorata societa


spis
prof. Marek S. Szczepański
Notatnik spóźnionego przybysza

 

 

Notatnik spóźnionego przybysza
Brudne kapitały społeczne i onorata societa

Pruszków, Wołomin i Kalabria

Wakacje to czas urlopowych wypraw, beztroskiej włóczęgi, odwiedzania miejsc ciekawych, ezoterycznych i magicznych. Ale nawet w takich chwilach warto pomyśleć jak żyją wizytowane społeczności, jaką wyznają religię, jakie zbudowały struktury społeczne i wspólnoty gospodarowania. Ten typ namysłu jest szczególnie istotny w regionach znanych przede wszystkim ze doniesień medialnych, zwłaszcza tych najbardziej złowróżbnych. Trudno się od nich uwolnić lądując w niewielkim porcie lotniczym Lamezia Terme, w samym sercu włoskiej Kalabrii, parę godzin jazdy od Reggio Calabria. To stolica regionu, uznawanego za siedzibę najpotężniejszej obecnie na świecie mafii, globalnej z ekspozyturami w wielu miejscach, w tym w chińskich triadach, japońskiej jakuzie, nie mówiąc już o organizacji amerykańskiej czy rosyjskiej. W żaden, na szczęście, sposób nieporównywalnej z polskimi organizacjami przestępczymi typu Pruszków czy Wołomin. Kalabryjska n’drangheta, w zgodnej opinii ekspertów, dawno już zdystansowała sprawnością i bogactwem mafię sycylijską (cosa nostra), neapolitańską (camorra) nie mówiąc już o beniaminku w tym ponurym gronie, bandytach ze spokojnej dotąd Apulii (sacra corona unita).

Mar Tirreno

Przybysza od razu urzekają piękne widoki, zderzenie morza tyrreńskiego, łagodnych gór i piniowych lasów. Upał wzmaga wysoka wilgotność powietrza, w którym królują dziesiątki zapachów, tellurycznych, kwiatowych, owocowych i warzywnych. Słychać wielojęzyczny gwar turystów ulokowanych w hotelach, siedliskach (villagio), na polach kampingowych czy namiotowych. Mimo uroków refleksyjnemu wizytantowi towarzyszy poczucie niedokończenia, porzuconej pracy, braku dbałości o niepowtarzalny kapitał jakim jest i może być kalabryjski pejzaż, turystycznie życiodajny, zważywszy na fakt, ze w stołecznym mieście regionu co piąty mieszkaniec nie ma pracy. W wielu miejscach wysypiska śmieci, rozpoczęte przed laty budowy, prowizoryczne drogi, często ubogie zabudowania, wręcz lepianki. Słowem poruszająca różnica w poziomie życia między na przykład Lombardią, a włoskim pasożytem, jak z przekąsem, o południu Italii mówią obywatele bogatych regionów północy.

Uderza mieszanina kultur, historyczna obecność Greków, Rzymian jest wciąż odczuwana w przestrzeni kalabryjskiej, w małej architekturze, wystroju domów, dźwiękach lokalnej muzyki i zachowaniach. Głośnych, protekcjonalnych, ale całkiem wobec przybysza życzliwych. Trudno jednak nie oprzeć się wrażeniu, że turystyka, która stanowić będzie o przyszłości tego kawałka świata, powinna lepiej funkcjonować, a dbałość o obcego i komfort jego pobytu wręcz powinny być nieporównywalnie wyższe.

Villagio i honor Kalabryjczyka

Już na pierwszy rzut oka widać, że Kalabria i wszystkie tworzące ją regiony oparte są na strukturach rodzinnych, a więzy pokrewieństwa traktowane z najwyższą pieczołowitością i troską. Familijne układy wzmacnia stosunkowo niski poziom zurbanizowania regionu i jego wiejski charakter. To właśnie on eliminuje tak wyraźne w miastach poczucie samotności w tłumie, anonimowości i bezkarności. Wystąpić przeciw rodzinie to rzecz niepojęta i bluźniercza. Wręcz przeciwnie – podkreślanie familijnych i wielopokoleniowych więzów, to powinność członka villago, traktowana ze zrozumieniem i poczuciem dumy. Honor nazwiska, honor rodziny, cześć dla tworzących ją kobiet i starców to imperatywne elementy życiorysu tradycyjnego Kalabryjczyka.

Ten typ więzi połączony z wysokim bezrobociem, niskim wykształceniem, skromnym poziomem skolaryzacji, nieobecnością wielkich instytucji edukacyjnych i brak egzystencjalnych perspektyw sprawiają, że młodzi ludzie włączają się, lub zostają włączeni, do struktur mafijnych. To organizacje, które działając w sposób nielegalny, odbierają państwu jego prerogatywy, tworzą kodeksy postępowania, stosują bezwzględną siłę fizyczną i nacisk psychiczny. W istocie mafia i państwo funkcjonują w tej części Unii Europejskiej równolegle choć toczą grę o wpływy, w tym również finansowe i polityczne.

Portowe dźwigi Gioa Tauro

Wedle oficjalnych doniesień włoskiej policji powołanej do walki z mafią (DIA) do tej przestępczej organizacji należy ponad 2.5% ludności Kalabrii. To rekord, zważywszy, że na Sycylii, w Neapolu, czy w Apulii do cosa nostry, camorry czy sacra corona unita należy grubo poniżej jednego procenta mieszkańców. Onorata societa, czyli dostojne i czcigodne towarzystwo, zarobiło w Kalabrii w roku 2005 – 36 miliardów dolarów, czyli dziewiątą część budżetu państwa polskiego. Obrót narkotykami (22 miliardy), bronią (4 mld), handel prostytutkami (4 mld), kradzieże, lichwa, szyte przetargi, roboty publiczne, haracze za ochronę kupców i biznesmenów (tangente) oto główne źródła dochodów n’dranghety. Myślę o tym kiedy mijam port Gioa Tauro, ważne miejsce przeładunku mafijnych towarów, znaczone charakterystycznymi kranami i długą historią handlu na trakcie: Neapol – Sycylia – Północna Afryka.

Kalabryjczycy zdecydowanie rzadziej, z uwagi na rodzinne więzy i wspólnotowe pochodzenie, sięgają do drastycznych kar wobec zdrajców, skruszonych mafiosów, współpracujących z policją. Najczęściej korzystają z czytelnych stygmatów. Długa biegnąca przez cały policzek blizna po nożu, to zazwyczaj mafijne ostrzeżenie, rodzaj żółtej kartki. Nie trzeba ich wiele, gdyż na liście policyjnej znalazło się niespełna 100 Kalabryjczyków gotowych do konfidencji. Z doniesień DIA wiadomo także, ze milczą całkowicie lokalne telefonu zaufania, z których chciałby skorzystać członek n’dranghety. A jednak to kalabryjskiej mafii przypisuje się zabójstwo lokalnego polityka Franco Fortugno, który został zastrzelony w miasteczku Locri 16 października 2005 roku, gdy oddawał głos w prawyborach zorganizowanych w całych Włoszech przez opozycyjną centrolewicę.

Antydekalogi i niemoralny familiaryzm

Rodzinny charakter kalabryjskiej mafii sprawia, ze coraz częściej mówi się, i to nie tylko w rozprawach o naukowym charakterze, ze podstawą jej funkcjonowania są brudny kapitał społeczny i amoralny familiaryzm. Terminy te wyraźnie odróżnia się od kapitałów ludzkich i społecznych kojarzonych z wiedzą człowieka i jego formalnym wykształceniem, zdrowiem czy zaufaniem biznesowym. W mafii takie wartości również istnieją, wszelako opierają się na szczególnym undergroundowym antydekalogu. Zaufanie, owszem, ale wobec transakcji mafijnych prowadzonych z członkami rodziny, edukacja, ależ oczywiście, tylko po to aby funkcjonowanie mafii usprawnić.

Również w Polsce rozpoczęto już debatę nad brudnym kapitałem rodzimym, układem i systemem, jak określiłby go mój kolega Andrzej Zybertowicz. To dialog potrzebny, ale nie może on, wręcz nie powinien, zdominować publicznego dyskursu i rozmowy o czystych, prorozwojowych, kapitałach potrzebnych transformacyjnej Polsce, bez względu na numer jaki jej się z politycznych powodów przypisuje (III czy IV RP).

Trudno się jednak uwolnić się od rodzimych referencji, nawet wtedy gdy patrzę na twarz starca w villagio, w którym mieszkam. Otoczony bliskimi, radośnie nękany przez wnuki, życzliwie się uśmiecha. Chce mi powiedzieć, popatrz pan jakie te szkraby uciążliwe. Płacił tangentę, czy ją wymuszał, wstydził się za bliznę krewniaka czy sam ją sprokurował, zbudował potęgę rodziny, opartą na turystycznie atrakcyjnym miejscu, którego był właścicielem, czy ją wcześniej odziedziczył? To wszystko musi nurtować, choć pytania są zgoła niewakacyjne.

Marek S. Szczepański



>> RSS 2.0 feed. >> Both comments and pings are currently closed.

AddThis Social Bookmark Button

Comments are closed.