Dekalog cnót obywatelskich (II)


spis
prof. Marek S. Szczepański
Notatnik spóźnionego przybysza

 

Notatnik spóźnionego przybysza

Za wszystkie głupoty królów płacą ich narody
Horacy

Dekalog cnót obywatelskich (II)

Rozmowa, a nie monolog

Zaufaniu społecznemu towarzyszyć winna cnota dialogu, czy raczej zdolność do jego podejmowania. Odnoszę być może mylne wrażenie, że Polacy przejawiają raczej skłonność do monologów i przede wszystkim autoprezentacji, a nie rozmowy z partnerem i negocjacji. Poglądu tego nie może zmienić fakt, iż od lat istnieje trójstronna komisja dialogu społecznego skupiająca przedstawicieli rządu, pracodawców i reprezentantów związków zawodowych. To ważna instytucja formalna, która jednak nie może być gwarantem gotowości do dialogu w szerszym otoczeniu społecznym. Taka gotowość winna być wspierana umiejętnościami osiągania kompromisu w warunkach życzliwości. Całkowicie odrębną kwestią jest odrzucenie przejawów, dzisiaj już powszechnych, republiki chamstwa, obecnej w codziennych kontaktach, przekazach medialnych czy zachowaniach polityków.

Życzliwa rywalizacja

Kolejna cnota obywatelska jest wielowymiarowa i odnosi się do umiejętności zachowań konkurencyjnych i innowacyjnych. Są one pożądane nie tylko na rynku pracy, ale także, o ile nie przekraczają racjonalnych granic, w życiu codziennym. Tutaj ślad edukacyjny realnego socjalizmu jest aż nadto widoczny, a myślenie w kategoriach kolektywnych i grupowych wciąż powszechne. Tymczasem rywalizacja, oparta o kanon etyczny, jest czymś naturalnym, chroniącym przed wyniszczającym fizycznie i degradującym psychicznie wyścigiem szczurów. Dopiero ogłoszony w tym roku po raz pierwszy w Polsce dzień depresji uzmysłowił skalę zjawiska i jego społeczny zasięg. Okazało się także, ze blisko 10% rodaków cechuje podatność na tego rodzaju stany, skutkującymi w ostateczności działaniami autodestrukcyjnymi. Zdolność do rywalizacji powinna być wzmocniona umiejętnościami kalkulowania ryzyka. Wszystkie istotne decyzje człowieka winny zostać poprzedzone jakąś formą analizy SWOT, silnych i słabych stron jednostki, czyli jej metaforycznych skrzydeł i kul u nogi, nadziei oraz obaw związanych z podejmowanym działaniem.

Potrzebny Prometej

Ważnym dla normalnego funkcjonowania społeczeństwa jest umiejętność zachowania równowagi między sprawami i wartościami prywatnymi, najczęściej rodzinnymi lub związanymi z kręgiem koleżeńsko-towarzyskim, a publicznymi. W tym ostatnim przypadku chodzi o pewien typ postawy prometejskiej i skłonności do podejmowania działań na rzecz społeczności lokalnej czy regionalnej. Ten typ aktywności przejawia się w działaniach instytucji pozarządowych czy wolontariacie. Problem w tym, że aktywności Polaków są skromne. Szacuje się, ze jedynie 10% dorosłych Polaków działa na rzecz środowiska społecznego, a głównymi ośrodkami działania dla tego typu aktywności są z jednej strony parafia, a z drugiej szkoła. Skala rodzimej aktywności prospołecznej jest niezadowalająca, dwukrotnie niższa niż w krajach Unii Europejskiej i prawie czterokrotnie mniejsza aniżeli w USA. Co ciekawe, po okresie ekspansji w dekadzie lat dziewięćdziesiątych sektor organizacji pozarządowych kurczy się, a aktywność jego przedstawicieli maleje.

Żyć a później filozofować

Okres transformacji zmienił radykalnie aspiracje życiowe wielu Polaków, przeobrażając także ich systemy wartości. Po okresie zgrzebnego socjalizmu, czasach małej stabilizacji przypadających na dekadę Edwarda Gierka, rozpoczęła się transformacyjna pogoń za złotym cielcem, dobrami materialnymi, znajdującymi się pozornie w zasięgu ręki. Tej pogoni nie rekompensowało poszukiwanie wartości postmaterialistycznych, o których Ronald Inglehardt, po badaniach wśród społeczeństw Skandynawii, mówił, ze mają terminalny charakter. Zalicza do nich na przykład przyjaźń, miłość, szacunek wobec przyrody i braci mniejszych. Wprawdzie w wielu deklaracjach eksponowana jest cnota równowagi między dwoma typami wartości, materialistycznych i postmaterialistycznych, ale w działaniu codziennym dominacja pierwszych nie podlega dyskusji. Prawdziwa wciąż, zwłaszcza w biednym kraju, jest teza, że najpierw trzeba żyć, a później filozofować.

Pochwała planowania

Normalne funkcjonowanie społeczeństwa obywatelskiego wymaga cnoty racjonalnego planowania życia pojedynczych osób, rozwoju instytucji, grup i zbiorowości społecznych. Tymczasem planowanie zostało skutecznie skompromitowane w okresie realnego socjalizmu, w którym próbowano przewidzieć niemal wszystko, poczynając od wielkości produkcji wsuwek do włosów a na traktorach kończąc. Były to działania jałowe, uzasadnione jednak ideologicznie i doktrynalnie. Już teraz konieczny jest powrót do normalnego planowania i przewidywania. W istocie chodzi o nie podejmowanie walki z przyszłością lecz dobre do niej i wyprzedzające przygotowanie. Trudno bowiem zwalczać integrację europejską czy postępy globalizacyjne nie narażając się na zarzut powrotu do znanego już z historii ruchu Nedda Ludda, walczącego bezskutecznie, dwa stulecia wstecz, z maszyna parową.

Podwójne zakorzenienie

Ten niekompletny, a wręcz wyrywkowy i świecki dekalog zamyka cnota uniwersalnego i jednocześnie partykularnego oglądu. Jest to w istocie postulat postawy glokalizacyjnej, wspartej o zakorzenienie w lokalnym i prywatnoojczyźnianym świecie przy jednoczesnym uczestnictwie w procesach globalnych. Zakotwiczenie w małej ojczyźnie i swobodny wstęp na globalne salony to zapewne postawa nie tyle gwarantująca życiowy czy zawodowy sukces, ale stwarzająca szansę jego osiągnięcia. Mam wrażenie, ze człowiek bez lokalnego zakotwiczenia traci pewien rodzaj równowagi jaki daje dom rodzinny, choć usilne jego mitologizowanie utrudnia postawy transgresyjne i ułatwia myślenie partykularne.
Marek S. Szczepański



>> RSS 2.0 feed. >> Both comments and pings are currently closed.

AddThis Social Bookmark Button

Comments are closed.