III rzeczpospolita, albo pięć grzechów głównych


spis
prof. Marek S. Szczepański
Notatnik spóźnionego przybysza

 

Notatnik spóźnionego przybysza
III rzeczpospolita, albo pięć grzechów głównych

Od kilku już lat w środowiskach naukowych, politycznych i dziennikarskich toczy się dyskusja nad Polską transformacyjną, nad porażkami państwa oraz jego sukcesami. Przeważają oceny krytyczne, a część uczestników debaty proponuje wprost nowy początek, czyli symboliczne lub nawet realne, zamknięcie III Rzeczpospolitej, któremu towarzyszyć winno otwarcie nowego rozdziału w jej historii. Nie wdając się w spory z zakresu politycznej eschatologii warto zdefiniować kluczowe źródła klęski państwa i wskazać drogi wiodące do jego naprawy. Można też z góry założyć, że tak jak Rzeczpospolita zawiodła swoich obywateli, a w każdym razie znaczną ich część, tak oni sami zawiedli państwo, nie wypełniając często podstawowych powinności.

Grzech pierwszy: zepsute państwo

Można przyjąć, że podstawowe źródła porażki III Rzeczpospolitej związane są z jej pięcioma grzechami głównymi, gdyby choć w części skorzystać z biblijnej metaforyki. Pierwszy z nich polega na nienależytym wypełnianiu przez państwo przypisanych mu obowiązków. Od czasów Johna Locke, Thomasa Hobbesa, Jeana Jacquesa Rousseau badaczy umowy społecznej wiadomo, że państwo powstaje jako instytucja dająca przede wszystkim poczucie bezpieczeństwa. Jeśli przyjąć to historyczne już założenie, to obywatele III Rzeczpospolitej mają wiele powodów do krytyki. Wszystkie niemal badania socjologiczne wskazują wyraźnie na głęboki dyskomfort obywatelski w tym zakresie. Blisko 20% rodaków nie czuje się pewnie i bezpiecznie nawet we własnym domu, a przyczyny obaw są zróżnicowane. Wiadomo, ze prawie 10% polskich rodzin dotkniętych jest zróżnicowanymi formami patologii społecznej, przemocą, alkoholizmem, dysfunkcjonalnością wychowawczą, czy nadużyciami seksualnymi wobec dzieci. Brak poczucia bezpieczeństwa potęgują też obecne, zwłaszcza w przestrzeni wielkomiejskich blokowisk, agresywne grupy młodzieżowe, bezkarne i niepodlegające kontroli rodzicielskiej czy instytucjonalnej. Państwo poprzez swoich funkcjonariuszy, policję, sądy, wspierane siłami samorządowymi, zwłaszcza strażą miejską, miast interweniować wycofuje się na dalekie rubieże. Tymczasem wiadomo, że tam gdzie jest przestępstwo tam powinna pojawić się stosowna i szybko wymierzona kara. Brak takiego związku jest demoralizujący i wzmacnia przekonanie o słabości państwa, jego instytucji i przedstawicieli. Ugruntowuje także przekonanie o rzeczywistej bezkarności sprawcy.

Grzech drugi: zapomniany Dostojewski

Ten rozziew między zbrodnią i karą – gdyby użyć literackiej formuły Fiodora Dostojewskiego – to drugi grzech główny III Rzeczpospolitej. Współtworzyła go nadmiernie wykorzystywana polityka grubej kreski i konsekwentna niechęć do rozliczenia przestępstw o historycznym już charakterze. Nie przeżyliśmy tym samym potrzebnego społecznie katharsis. Nikt też nie zwolni państwa nie tylko z dbałości o poczucie bezpieczeństwa obywateli, ale także z odpowiedzialności za ich stan zdrowia i wykształcenia. W żadnym jednak przypadku nie chodzi o manipulacyjną i wszechwładną politykę rządu w zakresie edukacji i kondycji fizycznej czy psychicznej rodaków. Chodzi o dobre prawo, sprawne instytucje i dobry personel zarządzający. Chroniczna, jak choroba, reforma systemu edukacji, wątpliwe zmiany w systemie opieki nad zdrowiem, to dobre przykłady niewydolności państwa w kluczowych dla społeczeństwa obszarach.

Niewypełnianie przez państwo podstawowych powinności rodzi poważne skutki. Przyczynia się między innymi do utrwalania próżni socjologicznej. Polega ona na silnej identyfikacji Polaków z rodziną, bliskimi kręgami towarzyskimi i – na przeciwległym krańcu – z narodem. Zresztą i ta ostatnia identyfikacja, zwłaszcza w grupie młodszych obywateli, słabnie. Towarzyszy temu brak związku z rozmaitymi strukturami pośrednimi, a nade wszystko z państwem i jego przedstawicielami. Gdyby ufać sondażom socjologicznym, to każdemu rządowi kończącemu misję towarzyszy kilkunastoprocentowe zaufanie rodaków. Gabinet Leszka Millera, na końcu urzędowania, obdarzało ufnością ledwie 14% Polaków. Wcale nie lepiej wypada w tych badaniach parlament i jego obie izby, a także instytucje o szczególnym dla demokracji znaczeniu, takie choćby jak sejmowa komisja śledcza do sprawy Lwa Rywina.

Grzech trzeci: korupcja czyli zakłopotany Monteskiusz

Dotkliwym i łatwo dostrzegalnym grzechem, opisywanym niemal codziennie przez rodzime media była i jest korupcja. Charles Montesqieu, twórca trójpodziału władzy na ustawodawczą, wykonawcza i sadowniczą, byłby głęboko zakłopotany widząc jak Polacy krytycznie je oceniają. Zarzucają im nie tylko niski poziom kompetencji, ale także dotkliwą i wszechobecna korupcję. Stała się ona tak wyraźna, ze wielu rodaków traktuje ją jako uciążliwą normę. Potwierdza to swoimi, z cała pewnością niedoskonałymi, ale opiniotwórczymi badaniami berlińska Transparency International, nieodmiennie lokując nasz kraj w grupie państw głęboko dotkniętych tym zjawiskiem. Skorumpowane są zwłaszcza grupy zawodowe społecznego zaufania czyli lekarze, policjanci, pracownicy sadów, politycy wszystkich szczebli, a wśród profesji zagrożonych tym zjawiskiem wymienia się również nauczycieli i pracowników wyższych uczelni. Ugruntowaniu zjawiska sprzyjają nieodmiennie nie tylko społeczne przyzwolenie i powszechność występowania korupcji, ale także rozbudowany i co najbardziej paradoksalne – wzmocniony w okresie transformacji – system reglamentacji różnorakich pozwoleń i koncesji, zarówno na szczeblu centralnym, jak i samorządowym.

Grzech czwarty: nowa nomenklatura i podział łupów

W rejestrze grzechów głównych trudno pominąć zjawisko polityzacji stanowisk i powstania nowej nomenklatury. Często odnieść można wrażenie, ze wybory parlamentarne czy samorządowe to wstęp do podziału łupów i skoku na kasy wszelkich rozmiarów. Obsada wielu stanowisk, często nie z górnej, ale także z dolnej półki, związana jest z partyjnym przypisaniem i politycznymi układami. Bardzo często się zatem zdarza, że firma sprzątająca obiekty publiczne czy wywożąca śmieci zawdzięcza swój angaż politycznym koneksjom kierownika lub właściciela, a nie rzeczywistym umiejętnościom i kompetencjom jej pracowników. Michail Voslensky, autor klasycznego dzieła Nomenklatura, opisującego mechanizmy rekrutacji na sprawcze funkcje w realnym socjalizmie byłby zapewne zdumiony, że scheda po upadłej już formacji tak szybko i skutecznie została przyswojona w warunkach rodzimej transformacji.

Grzech piąty: w republice kolesiów

Na odrębną uwagę w ocenie grzesznej Rzeczpospolitej zasługuje zjawisko określone w naukowym żargonie socjologicznym mianem amoralnego familiaryzmu, czyli niemoralnej rodzinności. Przed laty w klasycznym dziele opisał je Edward Banfield studiując układy rodzinne włoskiej mafii, Cosa Nostra. I choć przesadna byłoby proste przeniesienie jego uwag do warunków polskich, to z całą pewnością działalność republiki kolesiów jest łatwo dostrzegalna, a symbolicznymi znakami jej istnienia są codzienne niemal doniesienia medialne. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze sieć niejasnych powiązań państwa, jego przedstawicieli z prywatnym biznesem, a niekiedy nawet przestępczym podziemiem.
Marek S. Szczepański



>> RSS 2.0 feed. >> Both comments and pings are currently closed.

AddThis Social Bookmark Button

Comments are closed.