Dialog społeczny w mniejszym niebie (I)


spis
prof. Marek S. Szczepański
Notatnik spóźnionego przybysza

 

Notatnik spóźnionego przybysza

Dialog społeczny w mniejszym niebie (I)

Dialog społeczny obecny w ideologii realnego socjalizmu, nadużywany w partyjnej retoryce, był zjawiskiem niemal nieznanym w realiach życia codziennego. Nawet unieśmiertelnione przez Edwarda Gierka pytanie, towarzysze pomożecie, było w istocie początkiem monologu genseka. Do krótkotrwałych dialogów dochodziło niemal wyłącznie w sytuacjach dramatycznych, skutkujących społeczną traumą, takich jak wydarzenia w Poznaniu w 1956 czy strajki z sierpnia 1980 roku. Społeczna rozmowa pojawiała się pod presją i z punktu widzenia władzy była elementem destabilizującym system oraz poszczególne jego elementy. Mówiąc inaczej, nie było dialogu jako trwałego elementu życia społecznego, jego regulatora i źródła poczucia obywatelskiego sprawstwa. Jedną z zapowiedzi fundamentalnego przełomu solidarnościowego i początkiem dialogu w skali lokalnej był – w moim przekonaniu – mało znany fakt odnotowany w kwietniu 1979 roku w nowym mieście socjalistycznym. Tak jeszcze do niedawna określano Tychy, przestrzenną i społeczną emanację upadłego już ustroju. Oto bowiem miejscowy sekretarz partii zdecydował, że powaga marszu pierwszomajowego wystawiona zostanie na szwank przez niepozorną kapliczkę kamienną, ufundowaną przez rodzinę Czardybonów w początkach XIX stulecia i ulokowaną, nomen omen, przy ul. Dzierżyńskiego. Polecił zatem kłopotliwy zabytek wykopać i przenieść w mniej eksponowane miejsce. Okazało się jednak, że pomysł ten zakwestionowali zgodnie i hanysy (Ślązacy), i gorole (przyjezdni), i werbusy (pracownicy kopalń zwerbowani do pracy spoza Śląska). W dobie, w której nie było Internetu, telefonii komórkowej, a stacjonarny telefon był towarem niezwykle cennym i latami oczekiwanym, tysiące ludzi zgromadziło się wokół krzyża, broniąc go przed buldożerem i koparką. Podstawą tego niezwykłego dialogu była modlitwa, archetyp rozmowy tout court. Sukces społeczny był pełny i zaskakujący. Partyjny demiurg wycofał się z pomysłu i kapliczka do dzisiaj pozostaje na swoim historycznym miejscu. Samo zaś zdarzenie pokazało głęboką potrzebę nie tylko zmian fundamentalnych, ale również dialogu obywatelskiego w skali lokalnej, w mniejszym niebie, najmniejszym świecie, gdyby użyć określeń przedwcześnie zmarłego pisarza śląskiego Stanisława Bieniasza.

W okresie transformacji idea dialogu społecznego, pojmowanego nie tyle jako krzyk obywateli, efekt ich postaw rewindykacyjnych, ale jako naturalny regulator relacji między władzą wszystkich szczebli i mieszkańcami, z trudem toruje sobie drogę. I choć w wielu wypowiedziach politycznych, naukowych czy publicystycznych pojawiają się uwagi o jej randze i znaczeniu, to jednocześnie powszechnie wyrażane jest przekonanie o deficycie dialogu, symetrycznym nieprzygotowaniu elit i obywateli do jego podjęcia czy braku wzorców takiego społecznego dyskursu. Nie wnikając w szczegóły warto przynajmniej wstępnie podjąć refleksje nad warunkami nieodzownymi dla społecznego dialogu i jego imponderabiliami. Niezwykle użyteczne w tym przedsięwzięciu okazać się mogą różnorakie koncepcje socjologii dramaturgicznej, kojarzone zazwyczaj z nazwiskiem nieżyjącego już od ćwierćwiecza Ervinga Goffmana. Dialog, podobnie zresztą jak i monolog, jest formą przedstawienia, spektaklu odgrywanego przed zróżnicowaną widownią, w zgodzie jednak z kanonicznymi wymogami teatru. Można zatem przyjąć, że o jakości dialogu społecznego decydować będą w pierwszej kolejności jego aktorzy, głównie pierwszoplanowi, choć niekiedy, ważną funkcję do spełnienia mają epizodyści czyli halabardnicy, jak się ich określa w teatralnym żargonie. Aktorzy pierwszoplanowi, gwiazdy socjometryczne dialogu, a zarazem jego reżyserzy i konstruktorzy, orzekają o tematyce dialogu, narracji i wartkości. Każda rozmowa społeczna musi mieć swój przedmiot, a jej uczestnicy wyposażeni są w argumentację czyli przygotowani do odegrania roli. Nieodzowna jest jak w każdym teatrum scena, którą mogą być zarówno zamknięte miejsca, takie jak sale obrad, studia telewizyjne, jak i otwarte przestrzenie, lokalne, regionalne czy narodowego agory. Czasem od sceny ważniejsze bywają kulisy, a o ich roli i randze dowodnie zaświadczają śledztwa prowadzone przez komisje sejmowe, zwłaszcza jeśli tworzący je parlamentarzyści mieli szczególne zdolności analityczne i rozbudowaną potrzebę autokreacji. W dialogu, podobnie jak w każdym widowisku teatralnym, potrzebne są rekwizyty, takie choćby jak białe księgi, kodeksy etyczne, programy czy strategie. Dialog społeczny jest także wyposażony w didaskalia, swoiste dopiski na marginesach ról odgrywanych przez protagonistów. Zachowania Jana Rokity po porażce wyborach parlamentarnych bogate jest właśnie w takie ulotne treści, rzutujące jednak na przebieg dialogu, w tym przypadku zmierzającego do sformowania rządu. I wreszcie dialog społeczny potrzebuje kanałów przekazu i komunikacji, takich jak media i te elektroniczne, i te bardziej tradycyjne, pisane czy mówione.

Marek S. Szczepański



>> RSS 2.0 feed. >> Both comments and pings are currently closed.

AddThis Social Bookmark Button

Comments are closed.