Ludzie zbędni i życie na przemiał


spis
prof. Marek S. Szczepański
Notatnik spóźnionego przybysza

 

Notatnik spóźnionego przybysza

Ludzie zbędni i życie na przemiał

Jeśli państwo jest rządzone przez zasady rozumu,
bieda i nędza są powodami do hańby;
jeśli państwo nie jest rządzone przez zasady rozumu,
bogactwa i zaszczyty są powodem do hańby.
Konfucjusz

Ponad sześćdziesiąt lat temu Nina Assorodobraj, współtwórczyni powojennej socjologii polskiej, opublikowała interesujące studium poświęcone ludziom luźnym z epoki Stanisława Augusta Poniatowskiego. Ta właśnie kategoria społeczna powstała nie tylko w Polsce, ale w całej niemal Europie u schyłku osiemnastego stulecia. Tworzyły ją osoby bez kwalifikacji, opuszczające z konieczności przeludnione wsie (ludzie zbędni), poszukujące jednocześnie zatrudnienia czy szans przetrwania w miastach (ludzie luźni). Wiele wskazuje na to, że przeprowadzana w kraju transformacja ustrojowa i restrukturyzacja tradycyjnych regionów czy miast przemysłowych takich jak Górny Śląsk, Łódź i Wałbrzych zrodziła nową generację ludzi zbędnych i luźnych. Badania historyczne dowodzą jednoznacznie, że w przeszłości te właśnie kategorie społeczne powiększały warstwy ludności najuboższej, ulokowanej na ekonomicznych i politycznych marginesach. W efekcie ci głęboko sfrustrowani i zrewoltowani ludzie tworzyli grupy podatne na radykalną i populistyczną retorykę. Pisze o nich także w katastroficznym eseju Zygmunt Barman, używając dosadnej i nieakceptowanej przeze mnie terminologii Coraz częściej w bogatych krajach Północy i biednych państwach Południa – nie ma „przydziału” dla ludzi zbędnych, ludzi odpadów, jak ich bezceremonialnie określa. Zasilają oni pęczniejące slumsy i getta wielkich metropolii, powiększają rzesze trwale bezrobotnych i w różny sposób społecznie upośledzonych. Granica upośledzenia przesuwa się coraz wyżej – ku ludziom wykształconym z klasy średniej (Zygmunt Bauman, Życie na przemiał. Wydawnictwo Literackie, Kraków 2004. s. 21 i nast.).

Wzrostowi gospodarczemu i rosnącej zamożności części społeczeństwa polskiego i górnośląskiego towarzyszy ubożenie znaczących, zbyt dużych, grup społecznych, ich marginalizacja polityczna czy kulturalna. Pojawiają się, w wielu miejscach kraju, poruszające zjawiska towarzyszące tak zwanej underclass, podklasie społecznej utożsamianej z nową biedą, garnuszkiem państwa i instytucjami pomocy społecznej. Wystarczy przywołać wstrząsający film dokumentalny Arizona, ilustrujący losy miejscowości popegeerowskich czy getta ubóstwa ulokowane w regionach likwidowanych przemysłów tradycyjnych. Ludzie tworzący podklasę jeszcze do niedawna zatrudnieni, obecnie pozostają najczęściej bez pracy, lub dysponują emeryturami czy rentami nie
pozwalającymi na normalne funkcjonowanie w warunkach gospodarki rynkowej. Podklasie społecznej przypisywać można wiele cech, ale do najistotniejszych należą zapewne niskie lub nawet bardzo niskie zarobki jej członków, niskie wykształcenie, długotrwałe, czyli ponadroczne, bezrobocie żywiciela rodziny, uzależnienie od instytucji pomocy społecznej, niski status społeczny, pokoleniowe dziedziczenie biedy, wielodzietność czy wreszcie ulokowanie w zdegradowanych społecznie, architektonicznie a nawet ekologicznie dzielnicach mieszkaniowych.

Przeobrażeniom gospodarczym regionu towarzyszy dwojakiego typu degradacja dotykająca rodziny robotnicze, w tym i górnicze. Pierwsza jej forma to degradacja ekonomiczna, druga natomiast – prestiżowa. Warto podkreślić, iż w okresie realnego socjalizmu górnicy stanowili uprzywilejowaną zarobkowo kategorię zawodową, a średnia ich poborów dwukrotnie przekraczała średnią krajową. W roku 2004 relacje te zmieniły się znacznie i średnia uposażeń górniczych, wciąż wysokich jak na rodzime standardy, kształtuje się na poziomie 1.3-1.8 średnich zarobków w innych branżach. Pojawiła się także grupa bardzo młodych emerytów górniczych, odchodzących z kopalń w wieku 43-45 lat. Ich uposażenie emerytalne jest niższe niźli podczas zatrudnienia w kopalni. W tych przypadkach warto wziąć pod uwagę, iż tak młodzi emeryci mają zazwyczaj na utrzymaniu niepracującą żonę i dzieci w wieku szkolnym, a zatem emerytury nie zawsze gwarantują źródła godziwej egzystencji. To właśnie część z nich, w wyniku poszukiwania nowych źródeł dochodów i zarobków, czy tylko zajęć uwalniających od bezczynności i nudy, angażuje się w szarą strefę ekonomiczną i rozmaite aktywności gospodarcze w sektorze nieformalnym, lokowanym na granicy prawa lub wręcz nielegalnym. To poszukiwanie dodatkowych zarobków prowadzi najczęściej do zaniedbania procesów socjalizacyjnych i niedopełniania ról społecznych, zwłaszcza rodzicielskich.

Wszystkie te okoliczności sprawiają, iż w regionie górnośląskim pojawiła się cała grupa ludzi zbędnych w przemysłach tradycyjnych, a jednocześnie typowych ludzi luźnych, bez społecznego przydziału. Część z nich, ulokowanych zwłaszcza w tradycyjnych osiedlach robotniczych, w tak zwanych zespołach awaryjnych czy powstających kwartałach socjalnych tworzy zręby regionalnej underclass, podklasy społecznej. Jest ona uwikłana w błędne koła niedostatku, nędzy, marnego wykształcenia i roszczeniowych postaw wobec systemu pomocy i opieki społecznej. Już teraz, w wielu miastach regionu, funkcjonują rodzinne i dzielnicowe getta owej podklasy, żyjących na państwowym, samorządowym czy sąsiedzkim garnuszku. W procesach transformacji popełniono dostateczne dużo błędów, aby ich rejestr jeszcze powiększać nie wyciągając pomocnej dłoni do tych ludzi, zwłaszcza tych, którzy w opresji ekonomicznej znaleźli się nie z własnej winy. I tych, którzy chcą pomóc sami sobie.

Tychy, kwiecień 2005


>> RSS 2.0 feed. >> Both comments and pings are currently closed.

AddThis Social Bookmark Button

Comments are closed.