Rzecz o umarłej klasie albo pochwała mieszczaństwa (I)


spis
prof. Marek S. Szczepański
Notatnik spóźnionego przybysza

 

Notatnik spóźnionego przybysza

Rzecz o umarłej klasie albo pochwała mieszczaństwa (I)

Pochwała klasy średniej wygłoszona po raz pierwszy przez Arystotelesa powtórzona została, na ogół bez nawiązania do antycznego filozofa, w gronie licznych socjologów i politologów zainteresowanych polską transformacją. Idea tworzenia tej klasy, traktowanej jako nośnik rozwoju kraju oraz element ładu i stabilności politycznej pojawiła się także w większości programów partii politycznych, począwszy od koalicji prawicowych, a na partiach lewicowych skończywszy. Uczestnicy tej debaty są na ogół zgodni, iż protoplastą współczesnej, rachitycznej i niedostatecznie dowartościowanej, rodzimej klasy średniej było przede wszystkim mieszczaństwo. Tę grupę tworzyli ludzie na trwale związani z miastem, zawodowo, rodzinnie i emocjonalnie, przypisani pewnemu stylowi życia, ulokowani pomiędzy ubogimi a najbogatszymi jego mieszkańcami. W czasach realnego socjalizmu mieszczaństwo stało się, zachowując wszelkie proporcje, umarłą klasą, a mieszczanina zastąpił mieszkaniec miasta, często wpisany w przestrzeń wielkopłytowych blokowisk. Krytyczna i przerysowana ocena niektórych cech rodzimego mieszczaństwa i mieszczańskiego kołtuna z okresu międzywojennego, została zwielokrotniona po roku 1945, a naganne charakterystyki potraktowano jako cechy powszechne. Stąd wzięły się zapewne takie pojęcia jak: mieszczańska hipokryzja, mieszczańska pazerność, wspomniane już drobnomieszczaństwo czy nawet neodrobnomieszczaństwo.

Powstającą klasę średnią łatwiej jest opisać niż precyzyjnie zdefiniować. Opis, który przedstawiam jest raczej idealnym, a przy tym prywatnym, wyobrażeniem o tej klasie i jej kluczowych charakterystykach, a nie odwzorowaniem rzeczywiście istniejącej czy rodzącej się struktury. Istnieje wiele cech, które przypisać można tej grupie społecznej, ale do najistotniejszych z nich zaliczyłbym wykształcenie, sposób zarobkowania, poziom osiąganego dochodu i wreszcie styl czy standard życia. Przyjąłbym także, że jej członków cechuje raczej inwestycyjno-konsumpcyjna niźli kontestacyjna postawa życiowa. Istotnym wyznacznikiem jest też w tej klasie zjawisko nowego indywidualizmu, samorozwoju i kreatywności.

Wydaje się, iż kluczowym, choć nie wystarczającym, a w wielu wypadkach niekoniecznym warunkiem zasiadania w klubie klasy średniej jest wyższe wykształcenie, zwłaszcza, choć nie wyłącznie, o uniwersyteckim charakterze. Uniwersytet bowiem daje ten typ humanistycznej ogłady, który pozwala z jednej strony na stosunkowo szybką adaptację do zróżnicowanych zawodów i funkcji, a z drugiej ułatwia interpretację zdarzeń politycznych, ekonomicznych, kulturalnych w otaczającym świecie. Wcale to nie oznacza, ze daleko w tyle pozostają w tym zakresie szkoły techniczne. W krajach ugruntowanej klasy średniej, choćby w Wielkiej Brytanii czy w Stanach Zjednoczonych, renomowane uczelnie politechniczne kładą bardzo duży nacisk na edukację humanistyczno-społeczną przyszłych inżynierów i przedsiębiorców. O skali tych zabiegów można przekonać się studiując programy legendarnego Massachusetts Institute of Technology, naszpikowane przedmiotami socjologicznymi, psychologicznymi i antropologią. Wysoko cenione Cambridge czy Oxford z założenia oferują swoim słuchaczom szerokie, a nie wąskospecjalistyczne, wykształcenie filozoficzne, socjologiczne i filologiczne. Zakładają bowiem, iż tak przygotowany absolwent po krótkim, kilkumiesięcznym kursie, jest w stanie przygotować się do wykonywania zawodu, najczęściej w sektorze usług nowoczesnych.

Formalnemu wykształceniu, traktowanemu jako istotny wymóg członkostwa w klasie średniej, winien towarzyszyć obfity zasób wiedzy podręcznej – jak określa się go w rozprawach socjologicznych. Chodzi tutaj o znajomość podstawowego kanonu kultury, literatury, polityki. Członek klasy średniej powinien wiedzieć kto to jest Henryk Mikołaj Górecki, Diego Velazques, Gabriel Garcia Marquez czy mój ulubieniec Charles Baudelaire. Nie może być jednak mowy o współczesnym polihistoryzmie, bo przy obecnym rozwoju nauki, wszechwiedza nie jest ani możliwa, ani nawet dobrze widziana. Kojarzy się bowiem nieuchronnie z naganną postawą besserwiessera. Nieodzowna jest natomiast zdolność do uczestnictwa w bardziej wyrafinowanej rozmowie, w dyskusji, umiejętność interpretacji filmu czy sztuki teatralnej. Zdolność ta wymaga stałego samorozwoju intelektualnego, indywidualnego wysiłku na rzecz powiększenia i uaktualnienia podręcznego zasobu wiedzy.

Bardzo istotnym wyznacznikiem przynależności do klasy średniej jest sposób zarobkowania. Typowy przedstawiciel tej grupy zarabia pracą własnych rąk czy może raczej głowy, co nie oznacza bynajmniej, iż przedsiębiorca, właściciel niewielkiej czy średniej firmy, zatrudniającej kilka, kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt osób przekracza granicę dzielącą klasę średnią i wyższą. Tak zdefiniowany sposób zarobkowania wskazuje jednoznacznie na grupy, które mogą stanowić kluczowy potencjał klasy średniej. Należą do nich zapewne ludzie wykonujący wolne zawody prawnicze, dziennikarskie, artystyczne, managerowie i przedsiębiorcy, nauczyciele, lekarze, specjaliści z dziedziny reklamy i marketingu, oficerowie. Ten sposób zarobkowania, oparty na formalnym wykształceniu i podręcznym zasobie wiedzy, winien przynosić dochody powyżej przeciętnej krajowej. Tak właśnie zarabiają reprezentanci klasy średniej w starych demokracjach Unii Europejskiej i poza europejskim kręgiem kulturowym. Ponadprzeciętne zarobki są bowiem nieodzowne dla normalnego funkcjonowania przedstawiciela tej grupy i stanowią warunek niezbędny samorozwoju, w trybie kosztownego dokształcania formalnego lub poza oficjalnym systemem edukacyjnym. Wszak z koniecznością nie walczą nawet bogowie.

Tychy, luty 2005


>> RSS 2.0 feed. >> Both comments and pings are currently closed.

AddThis Social Bookmark Button

Comments are closed.